To dopiero drugi odcinek? Przecież końcówka odcinka sprawiała wrażenie jakby była ostatnim, bądź przedostatnim odcinkiem sezonu. W skrócie - Gotham się rozkręca od samego początku.
Pozwolę sobie w tym momencie zacytować:
"Już niedługo będziesz martwy, a świat ruszy naprzód bez ciebie. Będziesz nikim. Nikt nie zapamięta twojego imienia."
Być może komisarz Essen przepowiedziała przyszłość Jerome'a? Nie dosłownie, ale przecież nikt nie pamięta imienia Jokera. Odpowiedź brzmiała:
"Bo nie ma niczego bardziej zaraźliwego niż śmiech."
Ten tekst, monolog przy rosyjskiej ruletce i śmiech przez cały odcinek coraz bardziej każą nam wierzyć, że widzimy jak powstaje Joker. I jeszcze na dodatek film puszczony w telewizji na końcu, który bardzo, bardzo przypomina film Jokera z Mrocznego Rycerza, nawet do momentu, gdy mówi spokojnie przez cały film, aż w pewnym momencie podnosi głos, aż do horrorowego tonu, w najważniejszym momencie ("Look at me!"/"Wake up!").
To nie jedyne podobieństwo w tym odcinku. Scena po napadzie na posterunek, można prawie rzec, odwzorowuje, klimat pokazany w grach z serii Batman: Arkham. Czyli wnętrza w stylu XIX wieku (nie jestem architektem, więc jeżeli coś pomyliłem - możecie mnie śmiało poprawić), ciemno, wpadające tylko promienie światła przez okna, pełno martwych policjantów, pełno kartek papieru walających się po całej podłodze.