Wpierw Wstęp
Moja recenzja chyba będzie jedną z pierwszych "pozytywnych" recenzji tego filmu. I naprawdę nie wiem dlaczego. To chyba zaczęło się od tego, że niektórym "krytykom" się nie spodobało, co spowodowało lawinę słabych ocen i ludzie, którym chociaż trochę się podobało i tak słabo oceniali film. Ale nie ma co narzekać na narzekanie, trzeba coś dobrego o filmie napisać.
Trochę Technicznie
Na pewno to, że efekty specjalne w tym filmie były bardzo dobre. Jak nie jedne z lepszych wśród tegorocznych filmów. Oglądając Avengersów można było chwilami ponarzekać na jakość efektów, szczególnie przy Iron Manie, który z każdym swoim występem wygląda coraz bardziej komputerowo, to tutaj cały czas utrzymany jest dobry poziom. W filmie zobaczyliśmy już trzecią inkarnację Thinga, ale po raz pierwszy, postać ta została stworzona za pomocą efektów komputerowych. I wyszło całkiem dobrze. Gdy ruszał się, to kamienie przesuwały się osobno, a nie wszystkie razem jakby były tylko nałożoną teksturą i do tego słychać było w tych momentach odgłos "szurających o siebie cegieł". Pozostali członkowie fantastycznej czwórki też prezentowali się całkiem dobrze. Niewidzialność i pole siłowe. Stawanie w płomieniach. Sue i Johnny Stormowie oraz ich moce nie zawiedli pod względem efektów specjalnych. Porównując płomienie Ludzkiej Pochodni do płomieni na sukni Katniss w Igrzyskach Śmierci, nie trzeba się nawet przyglądać jakoś specjalnie. Od razu widać gigantyczną różnicę. Reed Richards, już troszeczkę mniej idealnie wyglądał, ale zdecydowanie lepiej od Pana Fantastica z 2005 i 2007 roku.
Na samą reżyserię nie można narzekać. Wiadomo, że Josh Trank i Fox się trochę pokłócili, potem do filmu nie trafiła połowa ważnych scen, bo nagle zabrakło budżetu, a potem jeszcze kilka problemów się pojawiło. Ale moim zdaniem, na tyle na ile mógł, Josh Trank nie zawiódł jako reżyser swojego drugiego w życiu filmu.
Fantastyczna Fabuła
Chociaż czy na pewno fantastyczna, to nie wiem, ale że była zła, to nie można powiedzieć. Po pierwsze - dobra fabuła jako filmu science-fiction. Najpierw poznajemy młodego chłopca, pewnego siebie i zafascynowanego nauką, który już w podstawówce, w swoim garażu buduje niesamowity wynalazek. Jednak nikt nie wierzy, że naprawdę zbudował teleport. Dopiero później jego talent zostaje odkryty i może w końcu zbudować swoje marzenia w skali 1:1. Dzięki temu przenosi się do innego wymiaru. Odkrywa alternatywny wymiar, nowy świat. To coś więcej niż wbicie flagi na księżycu. To naukowa rewolucja w świecie fizyki, ale też pewnie geografii, chemii i innych nauk, a także fundamentów wierzeń ludzi. Ale podczas nagłej ucieczki, bohaterowie przynoszą ze sobą coś innego, niż dane, które mogą zmienić świat. Przynoszą ze sobą klątwę, dar, możliwości, każdy z nich inaczej to zinterpretował. Ale co robi ten wyrośnięty już chłopiec? Ucieka. Zostawia swoich przyjaciół. Czy tak postępuje hollywoodzki bohater? Bardzo rzadko. Reed Richards poczuł się bezradny w tej sytuacji i najzwyczajniej w świecie po prostu uciekł. Na swoim "wygnaniu" starał się opracować jakieś lekarstwo, jakiś sposób, żeby pomóc swoim przyjaciołom, zarówno tym od dzieciństwa, jak i tym poznanym stosunkowo niedawno. W tym czasie "The Thing" z roli dobrego przyjaciela został zmieniony w maszynę do zabijania. Broń dla wojska. "Human Torch" stał się niewolnikiem odliczającym dni do wolności, która była tylko złudzeniem. Wszyscy się zmienili. To z pewnością jest coś nowego w porównaniu do klasycznej, znanej ze starszych filmów, bądź komiksów i gier, Fantastycznej Czwórki.
Parę Problemów
Wiadomo, że fala krytyki, jak bardzo moim zdaniem wyolbrzymiona i nieuzasadniona, musiała się gdzieś zacząć. No i niestety kilka drobnych spraw w tym filmie nie było dobrych. Można się do tych problemów trochę przyczepić. Oczywiście wiadomo co będzie pierwszą sprawą - Doktor Doom. Jeden z najpotężniejszych, najgroźniejszych i najinteligentniejszych złoczyńców Marvela. W filmach z 2005 i 2007 roku wyglądał całkiem dobrze, podobnie do komiksowego oryginału, jako postać też był przedstawiony dobrze. A na pewno lepiej niż ten tutaj. Pseudo haker-informatyk-geniusz, wyrzucony z pracy, niby anty-socjalny, ukryty przed światem młody człowiek. Który po jednej, krótkiej rozmowie całkowicie zmienił cały opis swojej postaci i wrócił do pracy, z której został wyrzucony i zachowywał się normalnie, nie przejawiając żadnych cech, które rzekomo miał mieć. Podczas podróży do innego wymiaru został tam zostawiony na rok. I spędził na kompletnie pustej planecie rok. Przeżył na kompletnie pustej planecie rok. A po tym roku wrócił na ziemię jako jakiś dziwny ni to mutant, ni to robot, ni to człowiek, tylko kompletna porażka po stronie twórców filmu.
Drugim problemem jest zdecydowanie zbyt krótki finał filmu. Podobno to nie wina samego reżysera, tylko Fox kazał wyciąć część scen z filmu i inne tego typu rzeczy. Co jednak nie zmienia faktu, że napięcie było budowane przez cały film, było dużo akcji i rozwinięć fabuły, jednak wszystko skończyło się po krótkiej wymianie ciosów w kilka minut. Dr Doom został tak po prostu wrzucony do "promienia", który sobie był w tym drugim wymiarze, nawet nie wiadomo dlaczego.
Konsekwentnie Kończąc
Było kilka rzeczy obniżających ocenę filmu. Ale było też trochę rzeczy podciągających tą ocenę. 4,3/10 na IMDB i 4,8/10 na Filmwebie to moim zdaniem trochę za mało. Jestem ciekawy ile osób oceniło film nisko, tylko dlatego, że reszta hejtowała film, a ci nie chcieli się wyróżnić. Ja się nie boje! Ten film było fajny!