Na szczęście Flash nie skończył swojej pierwszej połowy aż tak źle jak Arrow. Nie mówię, że było źle, po prostu nie było niczego powodującego zwisanie z klifu, jak to po tych serialach się zwykle można spodziewać.
W tym odcinku wróciło trzech łotrów, w tym Mark Hamill jako Trickster, który szybko po zakończeniu nagrywania tego odcinka wrócił do zapuszczania brody do Gwiezdnych Wojen. Jego pierwsze wystąpienie w serialu było ciekawe, jednak tym razem miałem takie odczucie, że oglądam tylko "tanią podróbkę" Jokera. Nie było nic aż tak oryginalnego, co wyprowadziło by mnie z tego odczucia. Drugim powracającym złoczyńcą był Weather Wizard, który, jak się okazało, zabił ojca Patty Spivot. #itsallconnected
A trzecią powracającą postacią, bo nie wiadomo czy złoczyńcą, czy bohaterem, był Kapitan Cold. Z jednej strony poinformował Flasha o planach pozostałej dwójki, jednak nie chciał mu pomóc. Ale chyba już za niedługo zdecyduje się po której stronie stanie, bo przecież zostanie Legendą.
A wracając na sam początek, też mieliście takie bardzo dziwne wrażenie po pierwszej scenie? "Wesołych Świąt" - powiedział Zoom i wszyscy widzowie nie wiedzieli czy to się dzieje naprawdę, czy jest tylko czyimś snem, bądź wizją. Jednak okazało się, że scena była jak najbardziej prawdziwa, a Harry pod koniec odcinka zaczął spiskować z Zoomem. Akurat w prawie tym samym momencie, co Flash wybaczył Harrisonowi Wellsowi-1, to Harrison Wells-2 go zdradził. I będzie robił dokładnie to samo. Będzie pomagał Flashowi stać się jeszcze szybszym, by później inny speedster mógł wykorzystać jego szybkość. To raczej nie skończy się dobrze.
Ale dobrze skończy się chyba pojawienie się Wally'ego Westa. Zobaczymy jak twórcy pokierują losami tej postaci. Może "szybko" coś się zmieni ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz