Każdy z nas wie, że
filmy powstają na podstawie oryginalnych scenariuszy, ale często są
też adaptacjami książek, komiksów, gier, czasem też są to
rebooty albo remake'i. A co z muzyką? Czy można zrobić film na
podstawie muzyki? Co ważniejsze, czy można zrobić film na
podstawie muzyki, który będzie dobry?
Oczywiście, że
tak. Ale można też zrobić słaby. Chciałbym dla Was porównać
dwa filmy - "Ścianę" Pink Floydów i "Through the
Never" Metalliki. Gusta gustami, ale bez dwóch zdań, muzyka
obu zespołów jest niesamowita, a niektóre utwory uważane są za
klasyki muzyki rockowej. Jednak pojawia się pytanie- czy na ich
podstawie można stworzyć dobry film?
Najpierw miałem
okazję obejrzeć film "Metallica: Through the Never" z
końca 2013 roku. Z zapowiedzi i informacji usłyszanych, bądź
przeczytanych w Internecie oraz faktu, że zagrał w nim Dane DeHaan
("Kronika", "Niesamowity Spider-Man 2”) spodziewałem
się ciekawego filmu z muzyką Metaliiki w tle. Niestety trochę się
zawiodłem, ponieważ, tak naprawdę, ciężko było nazwać to
filmem. To był nagrany koncert z wklejonymi kilkoma scenami, w
których Trip musi zdobyć tajemniczą walizkę, bardzo potrzebną
zespołowi. Po drodze, oczywiście, cały misterny plan szlag trafił.
Najpierw zaczęły się zamieszki, a potem, szczerze mówiąc nie
pamiętam dlaczego, zaczął mieć halucynacje, miasto przejęły
jakieś zjawy, a na lampach ulicznych byli powieszeni ludzie. Tak
trochę surrealistycznie, ale jednak niezbyt dobrze. Tak czy siak,
obejrzałem fajny koncert Metalliki, więc nie będę aż tak bardzo
narzekał, ale jako film nie za bardzo się to sprawdziło. Na końcu
nawet nie dowiadujemy się, co było w tej feralnej torbie, niczym
tajemnica walizki w “Pulp Fiction”, jednak tutaj nie ma to zbyt
wielkiego sensu. Niektórzy twierdzą, że w torbie były nuty
zmarłego basisty zespołu, bądź nawet jego duch, jednak po
obejrzeniu tego koncertu jakoś, aż tak bardzo mnie to nie
interesuje. Przynajmniej nie tak, jak to jest w przypadku “Pulp
Fiction”.
Alan Parker razem z
Rogerem Watersem wzięli się za to w inny sposób. Postanowili
stworzyć wciągającą historię, opowieść o całym życiu muzyka
Pinkiego, opowiedzianą praktycznie bez słów. Ten film jest
"metafizyczną podróżą", jest idealnym odwzorowaniem
tego, czym jest muzyka. Wprowadza w ten sam letargiczny stan, co sama
muzyka, więc przestajemy zwracać uwagę na wszystko inne, nawet na
same dialogi w filmie, które i tak są zagłuszane piosenkami i
kompletnie nieistotne. Film pokazuje problemy młodego muzyka, jego
relacje z matką, byłą żoną, nieżyjącym ojcem, społeczeństwem,
nauczycielami, szkołą, przypadkowo poznaną dziewczyną, własnym
managerem i stosunek do swojego życia. Wszystko to jest pokazane w
sposób nielinearny, jednak mający sens i odsłaniający kolejne
cechy charakteru bohatera. Cały czas w rytm psychodelicznej muzyki
Pink Floydów. Z czasem zaczynają się jeszcze pojawiać animowane
koszmary, prezentujące narkotykowy haj muzyka, ilustrujące jego
obawy i nocne koszmary. Animacje, które ja nazwę "typowo
brytyjskimi", ponieważ bardzo przypominają stylem animacje z
filmów Monty Pythona.
Przy tym filmie nie
muszę się wcale głowić nad oceną, od razu daję 10/10, ponieważ
jego oglądanie to prawdziwe przeżycie, a nie można mu też niczego
zarzucić pod względem technicznym, więc czemu ocena miałaby być
niższa?
Przy okazji
chciałbym dodać, że zauważyłem podobieństwo pomiędzy końcowym
wyglądem Pinkiego a Jokerem z nadchodzącego "Suicide Squad".
Wyglądają bardzo podobnie, są bladzi, z taką samą fryzurą i
zgolonymi brwiami, obaj pokazują się w podobnych płaszczach,
chodzą z obstawą, ale na wyglądzie podobieństwo się nie kończy.
Sceny z filmu trochę przypominają to, co dotychczas widzieliśmy w
zapowiedziach. Pinky rozciął sobie prawą rękę, a następnie
pływa w basenie, w którym krew z tej ręki się rozpływa. Joker
nosi rękawiczkę tylko na jednej ręce. Tak, właśnie na prawej. I
też jest w basenie, razem z blondynką, z którą jest w burzliwym
związku, momentami wypełnionym szczerą miłością, a czasem
panicznym strachem o własne życie, tak samo jak w przypadku
Pinkiego i jego fanki. I w owym basenie rozpływają się farby z
ubrań, bardzo przypominając rozpływającą się krew w wodzie. W
jednej scenie Pinki siedział zawinięty w kaftan, w szpitalu
psychiatrycznym, a główną cechą Jokera jest jego niepoczytalność.
I na dodatek obie postacie lubią układać różne rzeczy na
podłodze w dziwne, symetryczne wzory. Mam wrażenie, że Jared Leto,
sam będąc muzykiem, na pewno inspirował się tym filmem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz