czwartek, 21 lipca 2016

Film na podstawie muzyki?

Każdy z nas wie, że filmy powstają na podstawie oryginalnych scenariuszy, ale często są też adaptacjami książek, komiksów, gier, czasem też są to rebooty albo remake'i. A co z muzyką? Czy można zrobić film na podstawie muzyki? Co ważniejsze, czy można zrobić film na podstawie muzyki, który będzie dobry?

Oczywiście, że tak. Ale można też zrobić słaby. Chciałbym dla Was porównać dwa filmy - "Ścianę" Pink Floydów i "Through the Never" Metalliki. Gusta gustami, ale bez dwóch zdań, muzyka obu zespołów jest niesamowita, a niektóre utwory uważane są za klasyki muzyki rockowej. Jednak pojawia się pytanie- czy na ich podstawie można stworzyć dobry film?

Najpierw miałem okazję obejrzeć film "Metallica: Through the Never" z końca 2013 roku. Z zapowiedzi i informacji usłyszanych, bądź przeczytanych w Internecie oraz faktu, że zagrał w nim Dane DeHaan ("Kronika", "Niesamowity Spider-Man 2”) spodziewałem się ciekawego filmu z muzyką Metaliiki w tle. Niestety trochę się zawiodłem, ponieważ, tak naprawdę, ciężko było nazwać to filmem. To był nagrany koncert z wklejonymi kilkoma scenami, w których Trip musi zdobyć tajemniczą walizkę, bardzo potrzebną zespołowi. Po drodze, oczywiście, cały misterny plan szlag trafił. Najpierw zaczęły się zamieszki, a potem, szczerze mówiąc nie pamiętam dlaczego, zaczął mieć halucynacje, miasto przejęły jakieś zjawy, a na lampach ulicznych byli powieszeni ludzie. Tak trochę surrealistycznie, ale jednak niezbyt dobrze. Tak czy siak, obejrzałem fajny koncert Metalliki, więc nie będę aż tak bardzo narzekał, ale jako film nie za bardzo się to sprawdziło. Na końcu nawet nie dowiadujemy się, co było w tej feralnej torbie, niczym tajemnica walizki w “Pulp Fiction”, jednak tutaj nie ma to zbyt wielkiego sensu. Niektórzy twierdzą, że w torbie były nuty zmarłego basisty zespołu, bądź nawet jego duch, jednak po obejrzeniu tego koncertu jakoś, aż tak bardzo mnie to nie interesuje. Przynajmniej nie tak, jak to jest w przypadku “Pulp Fiction”.



Alan Parker razem z Rogerem Watersem wzięli się za to w inny sposób. Postanowili stworzyć wciągającą historię, opowieść o całym życiu muzyka Pinkiego, opowiedzianą praktycznie bez słów. Ten film jest "metafizyczną podróżą", jest idealnym odwzorowaniem tego, czym jest muzyka. Wprowadza w ten sam letargiczny stan, co sama muzyka, więc przestajemy zwracać uwagę na wszystko inne, nawet na same dialogi w filmie, które i tak są zagłuszane piosenkami i kompletnie nieistotne. Film pokazuje problemy młodego muzyka, jego relacje z matką, byłą żoną, nieżyjącym ojcem, społeczeństwem, nauczycielami, szkołą, przypadkowo poznaną dziewczyną, własnym managerem i stosunek do swojego życia. Wszystko to jest pokazane w sposób nielinearny, jednak mający sens i odsłaniający kolejne cechy charakteru bohatera. Cały czas w rytm psychodelicznej muzyki Pink Floydów. Z czasem zaczynają się jeszcze pojawiać animowane koszmary, prezentujące narkotykowy haj muzyka, ilustrujące jego obawy i nocne koszmary. Animacje, które ja nazwę "typowo brytyjskimi", ponieważ bardzo przypominają stylem animacje z filmów Monty Pythona.
Przy tym filmie nie muszę się wcale głowić nad oceną, od razu daję 10/10, ponieważ jego oglądanie to prawdziwe przeżycie, a nie można mu też niczego zarzucić pod względem technicznym, więc czemu ocena miałaby być niższa?



Przy okazji chciałbym dodać, że zauważyłem podobieństwo pomiędzy końcowym wyglądem Pinkiego a Jokerem z nadchodzącego "Suicide Squad". Wyglądają bardzo podobnie, są bladzi, z taką samą fryzurą i zgolonymi brwiami, obaj pokazują się w podobnych płaszczach, chodzą z obstawą, ale na wyglądzie podobieństwo się nie kończy. Sceny z filmu trochę przypominają to, co dotychczas widzieliśmy w zapowiedziach. Pinky rozciął sobie prawą rękę, a następnie pływa w basenie, w którym krew z tej ręki się rozpływa. Joker nosi rękawiczkę tylko na jednej ręce. Tak, właśnie na prawej. I też jest w basenie, razem z blondynką, z którą jest w burzliwym związku, momentami wypełnionym szczerą miłością, a czasem panicznym strachem o własne życie, tak samo jak w przypadku Pinkiego i jego fanki. I w owym basenie rozpływają się farby z ubrań, bardzo przypominając rozpływającą się krew w wodzie. W jednej scenie Pinki siedział zawinięty w kaftan, w szpitalu psychiatrycznym, a główną cechą Jokera jest jego niepoczytalność. I na dodatek obie postacie lubią układać różne rzeczy na podłodze w dziwne, symetryczne wzory. Mam wrażenie, że Jared Leto, sam będąc muzykiem, na pewno inspirował się tym filmem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz