Zacznę od
przypomnienia newsa sprzed około tygodnia:
"Podczas gdy
Marvel rządzi w kinach ze swoim filmowym uniwersum, to na froncie
animowanych filmów o superbohaterach wygrywa DC Comics. Już od 2009
roku regularnie wydają po trzy filmy w każdym roku, ostatnio łącząc
je w jedno uniwersum, tak jak w przypadku fabularnych filmów
Marvela. W tym roku pojawił się już "Batman: Bad Blood",
którego recenzję przeczytacie u nas już w przyszłym tygodniu. Na
przełomie marca i kwietnia pojawi się "Justice League vs. Teen
Titans", którego trailer można już obejrzeć. A trzecim
zapowiedzianym filmem jest adaptacja słynnego komiksu, uważanego
przez wiele osób za jeden z najlepszych - "Batman: Zabójczy
Żart"."
A następnie trochę
go rozwinę. W skład tego nowego, wspólnego uniwersum wchodzą
następujące filmy:
-
"Justice League: War", który jest adaptacją pierwszego "story arcu" z najnowszej wersji komiksowej Ligi Sprawiedliwości, którego starą recenzję możecie przeczytać tutaj.
-
"Son of Batman" - wiedzieliście, że Batman ma syna? I że jest on wnukiem Ra's Al Ghula? Teraz już wiecie, a więcej dowiecie się po obejrzeniu tego filmu
-
"Justice League: Throne of Atlantis" - drugi, łączący całą Ligę, film w tym uniwersum, który wprowadza postać króla Atlantydy. Tak, chodzi o Aquamana.
-
"Batman vs. Robin" - swoista kontynuacja historii rozpoczętej w "Son of Batman", która podobnie jak "JL: War", jest adaptacją pierwszego "story arcu" z najnowszej wersji komiksu, jednak tego o Batmanie. Tego o Trybunale Sów.
-
"Batman: Bad Blood" - trzeci "solowy" film o Batmanie, w którym jednak Batman nie działa "solo", a z całą bat-rodziną. I to ten film postaram się wam przybliżyć.
-
"Justice League vs. Teen Titans" - zapowiedziany trzeci "wspólny" film, w którym do uniwersum zostaną wprowadzeni Młodzi Tytani.
Batman: Bad Blood.
Tłumacząc to na język polski - Batman: Mroczne Czasy. Animowany
film, który jak wszystkie animowane filmy produkowane przez DC
Comics, tzw. "direct-to-video", od razu pojawia się na
półkach sklepów, zarówno cyfrowych, jak i tych prawdziwych. Nie
ma ani premiery kinowej, ani telewizyjnej. Po prostu po cichu wkrada
się na półki i tam sobie siedzi. Czasem można nawet pominąć
taki fakt i dopiero później zorientować się, że ten film można
już obejrzeć! W tym przypadku, na szczęście, tak mi się nie
przytrafiło i pamiętałem, że 19 stycznia film jest już do
obejrzenia w internecie, a od 2 lutego będzie można kupić film na
fizycznym nośniku.
Film został
wyreżyserowany przez Jaya Olivę, który wyreżyserował trzy z
sześciu wyżej wymienionych filmów oraz kilka innych animacji,
zarówno dla DC Comics jak i Marvela. Co jest ciekawe, i co sam
dopiero odkryłem, Jay Oliva tworzy też "storyboardy" do
wielu filmów, m.in. "Man of Steel", "300: Początek
imperium", "Ant-Man", "Deadpool", "Batman
v Superman", "Wonder Woman" i "Thor: Ragnarok",
a nawet do serialu "The Flash". Czym są "storyboardy"?
Bardzo ogólnikowo można by powiedzieć, że komiksami, które
ułatwiają współpracę pomiędzy reżyserem a operatorem kamery.
Film napisał J.M.
DeMatteis, który też w swoim CV ma współpracę z DC Comics i
Marvelem, ale głównie przy serialach animowanych.
O aktorach głosowych
trochę ciężko coś napisać, zwłaszcza, gdy nawet po spędzeniu z
daną aktorką pięciu sezonów serialu i podróżowaniu z nią po
galaktyce w dwóch grach, nie poznaje się jej głosu. Wiecie już o
kim mówię? Mówię o Yvonne Strahovski, aktorce, której rodzice są
Polakami, i która wystąpiła m.in. w "Chucku" i dwóch
grach z serii "Mass Effect" oraz w filmie "Batman: Bad
Blood" jako Batwoman. Oprócz niej, nie rozpoznałem też Moreny
Baccarin, która tutaj użyczyła głosu Talii al Ghul, a wystąpiła
też w serialu "Firefly", a już za tydzień zobaczymy ją
w "Deadpoolu". Kolejnym nierozpoznanym głosem, którym
przemówił Lucius Fox, jest jeden z pogromców duchów - Ernie
Hudson. Oprócz nich, pojawili się też weterani podkładania głosu
i kilku innych aktorów. W roli Batmana wystąpił Jason O'Mara (to
jego piąty raz jako Batman). W roli Robina, po raz trzeci, pojawił
się Stuart Allan, Sean Maher, trzeci raz z rzędu, był
Nightwingiem. Warto też wspomnieć o Stevie Blumie i Johnie
DiMaggio, tych wcześniej wymienionych "weteranach". Co to
znaczy “weteran”? To znaczy, że jak wejdziecie na profil Steve'a
Bluma na IMDb, to zobaczycie listę ponad sześciuset filmów, bajek,
seriali i gier, w których zagrał lub użyczył głosu.
Streszczając krótko
film, starając się unikać spoilerów: Bruce Wayne zaginął.
Alfred kryje go po stronie Wayne Enterprises, a Nightwing i Robin
patrolują za niego ulice Gotham City. A nowa postać, Batwoman,
stara się rozwikłać zagadkę jego zaginięcia.
I teraz, przechodząc
do najważniejszej części recenzji, moja opinia.
Udało mi się w
życiu obejrzeć już kilkadziesiąt animacji o superbohaterach,
część bardzo mi się podobała, a część trochę mniej. Część
była bardzo poważna, część skierowana bardziej w stronę
młodszych widzów. Część miała dużo Batmana, część w ogóle
go nie miała. "Bad Blood" zaliczam do tych pierwszych
grup. Dużo Batmana, powazniejsza tematyka i bardzo mi się podobał.
Może nie był idealny, może w pewnym momencie krew na ubraniu
jednej postaci po prostu zniknęła, ale takie szczegóły się nie
liczą. Nie było to prawdziwe arcydzieło pod względem historii,
tak jak "Batman w cieniu Czerwonego Kaptura", ale zwrotów
akcji było odpowiednio dużo, a ciosy padały w każdym kierunku.
Może pod względem graficznym nie był tak dobry jak "Batman:
Rycerz Gotham", ale DC Comics trzyma odpowiedni poziom pod tym
względem już od kilku dobrych lat.
Na IMDb film ma
ocenę 6,9/10, a na filmwebie 6,1/10, jednak ja bym się tym jeszcze
nie sugerował, gdyż jest na to zdecydowanie zbyt wcześnie . Póki
co, za mało osób obejrzało film, żeby ocena była odpowiednia. A
nawet wtedy, nie radzę sugerować się takim wyznacznikiem. Przecież
każdemu podoba się co innego, każdy ma inne gusta, a o gustach się
przecież nie dyskutuje. Zalecam skonsultowanie się z ekspertem,
bądź po prostu obejrzenie filmu i przekonanie się samemu. Ja sam
świetnie się bawiłem podczas oglądania. Po pierwsze - był
Batman, a Batman to Batman, nic więcej chyba nie trzeba dodawać w
tym temacie. Był ten wkurzający gnojek zwany Robinem nr 4, był
Nightwing, więc była równowaga pod tym względem. W tle kręciła
się pewna ilość złoczyńców z "listy B", czyli nie
Joker lub Ra's Al Ghul, a "Tusk". Nie, nie ten nasz...
Oprócz niego
jeszcze "Firefly", którego powinniście znać z "Arkham
Knighta" lub "Gotham", jakiś jeszcze jeden latający
złoczyńca z nazwą łatwo uciekającą z pamięci (już pamiętam-
strzeżcie się Zabójczej Ćmy!), Czarna Maska, Szalony Kapelusznik,
Blockbuster, Electrocutioner, Heretyk, więc przynajmniej połowę z
nich powinniście kojarzyć, dzięki grom z serii "Batman:
Arkham". Takie postacie są po to, żeby biegały w tle, czasem
wchodziły na pierwszy plan i obrywały od Mrocznego Rycerza albo
innego członka nietoperzej rodzinki.
Była odpowiednia
dawka humoru, nie aż tyle co w przeciętnej produkcji Disneya, ale
był to bardzo dobry, inteligenty humor. Bo przecież nazwanie sióstr
zakonnych (ang. Nuns), które biegają z katanami i posiadają
umiejętności godne prawdziwego wojownika Ninja, Nunjami, to bardzo
inteligenty humor.
"Batman: Bad
Blood" to typowy film animowany o superbohaterach, ale w dobrym
tego słowa znaczeniu. Z góry wiadomo, że będzie to dobra
rozrywka, wiadomo, że będzie ciekawie, wiadomo, że akcja będzie
obecna. Oceniając ten film w klasie animacji "rysunkowych",
zasługuje na solidne 5/7 (albo jakieś 8/10, dla tych co nie są
obeznani w "internetowym slangu"). Ocenianie tego filmu w
klasie ogólnej, porównując do "Ojca Chrzestnego", "Dark
Knighta" czy chociażby "Pulp Fiction" nie ma sensu.
Albo mogę dać też 8/10, równocześnie "poniżając prawdziwe
filmy", albo dać śmiesznie niskie 4/10, czym zniechęcę Was
do obejrzenia go, a nie o to tutaj chodzi. Dlatego też "kategorię
ogólną" pomijam i serdecznie zapraszam Was na seans.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz