czwartek, 21 lipca 2016

RECENZJA #7 - Batman: Bad Blood

Zacznę od przypomnienia newsa sprzed około tygodnia:
"Podczas gdy Marvel rządzi w kinach ze swoim filmowym uniwersum, to na froncie animowanych filmów o superbohaterach wygrywa DC Comics. Już od 2009 roku regularnie wydają po trzy filmy w każdym roku, ostatnio łącząc je w jedno uniwersum, tak jak w przypadku fabularnych filmów Marvela. W tym roku pojawił się już "Batman: Bad Blood", którego recenzję przeczytacie u nas już w przyszłym tygodniu. Na przełomie marca i kwietnia pojawi się "Justice League vs. Teen Titans", którego trailer można już obejrzeć. A trzecim zapowiedzianym filmem jest adaptacja słynnego komiksu, uważanego przez wiele osób za jeden z najlepszych - "Batman: Zabójczy Żart"."
A następnie trochę go rozwinę. W skład tego nowego, wspólnego uniwersum wchodzą następujące filmy:
  • "Justice League: War", który jest adaptacją pierwszego "story arcu" z najnowszej wersji komiksowej Ligi Sprawiedliwości, którego starą recenzję możecie przeczytać tutaj.
  • "Son of Batman" - wiedzieliście, że Batman ma syna? I że jest on wnukiem Ra's Al Ghula? Teraz już wiecie, a więcej dowiecie się po obejrzeniu tego filmu
  • "Justice League: Throne of Atlantis" - drugi, łączący całą Ligę, film w tym uniwersum, który wprowadza postać króla Atlantydy. Tak, chodzi o Aquamana.
  • "Batman vs. Robin" - swoista kontynuacja historii rozpoczętej w "Son of Batman", która podobnie jak "JL: War", jest adaptacją pierwszego "story arcu" z najnowszej wersji komiksu, jednak tego o Batmanie. Tego o Trybunale Sów.
  • "Batman: Bad Blood" - trzeci "solowy" film o Batmanie, w którym jednak Batman nie działa "solo", a z całą bat-rodziną. I to ten film postaram się wam przybliżyć.
  • "Justice League vs. Teen Titans" - zapowiedziany trzeci "wspólny" film, w którym do uniwersum zostaną wprowadzeni Młodzi Tytani.
Batman: Bad Blood. Tłumacząc to na język polski - Batman: Mroczne Czasy. Animowany film, który jak wszystkie animowane filmy produkowane przez DC Comics, tzw. "direct-to-video", od razu pojawia się na półkach sklepów, zarówno cyfrowych, jak i tych prawdziwych. Nie ma ani premiery kinowej, ani telewizyjnej. Po prostu po cichu wkrada się na półki i tam sobie siedzi. Czasem można nawet pominąć taki fakt i dopiero później zorientować się, że ten film można już obejrzeć! W tym przypadku, na szczęście, tak mi się nie przytrafiło i pamiętałem, że 19 stycznia film jest już do obejrzenia w internecie, a od 2 lutego będzie można kupić film na fizycznym nośniku.

Film został wyreżyserowany przez Jaya Olivę, który wyreżyserował trzy z sześciu wyżej wymienionych filmów oraz kilka innych animacji, zarówno dla DC Comics jak i Marvela. Co jest ciekawe, i co sam dopiero odkryłem, Jay Oliva tworzy też "storyboardy" do wielu filmów, m.in. "Man of Steel", "300: Początek imperium", "Ant-Man", "Deadpool", "Batman v Superman", "Wonder Woman" i "Thor: Ragnarok", a nawet do serialu "The Flash". Czym są "storyboardy"? Bardzo ogólnikowo można by powiedzieć, że komiksami, które ułatwiają współpracę pomiędzy reżyserem a operatorem kamery.

Film napisał J.M. DeMatteis, który też w swoim CV ma współpracę z DC Comics i Marvelem, ale głównie przy serialach animowanych.
O aktorach głosowych trochę ciężko coś napisać, zwłaszcza, gdy nawet po spędzeniu z daną aktorką pięciu sezonów serialu i podróżowaniu z nią po galaktyce w dwóch grach, nie poznaje się jej głosu. Wiecie już o kim mówię? Mówię o Yvonne Strahovski, aktorce, której rodzice są Polakami, i która wystąpiła m.in. w "Chucku" i dwóch grach z serii "Mass Effect" oraz w filmie "Batman: Bad Blood" jako Batwoman. Oprócz niej, nie rozpoznałem też Moreny Baccarin, która tutaj użyczyła głosu Talii al Ghul, a wystąpiła też w serialu "Firefly", a już za tydzień zobaczymy ją w "Deadpoolu". Kolejnym nierozpoznanym głosem, którym przemówił Lucius Fox, jest jeden z pogromców duchów - Ernie Hudson. Oprócz nich, pojawili się też weterani podkładania głosu i kilku innych aktorów. W roli Batmana wystąpił Jason O'Mara (to jego piąty raz jako Batman). W roli Robina, po raz trzeci, pojawił się Stuart Allan, Sean Maher, trzeci raz z rzędu, był Nightwingiem. Warto też wspomnieć o Stevie Blumie i Johnie DiMaggio, tych wcześniej wymienionych "weteranach". Co to znaczy “weteran”? To znaczy, że jak wejdziecie na profil Steve'a Bluma na IMDb, to zobaczycie listę ponad sześciuset filmów, bajek, seriali i gier, w których zagrał lub użyczył głosu.
Streszczając krótko film, starając się unikać spoilerów: Bruce Wayne zaginął. Alfred kryje go po stronie Wayne Enterprises, a Nightwing i Robin patrolują za niego ulice Gotham City. A nowa postać, Batwoman, stara się rozwikłać zagadkę jego zaginięcia.

I teraz, przechodząc do najważniejszej części recenzji, moja opinia.
Udało mi się w życiu obejrzeć już kilkadziesiąt animacji o superbohaterach, część bardzo mi się podobała, a część trochę mniej. Część była bardzo poważna, część skierowana bardziej w stronę młodszych widzów. Część miała dużo Batmana, część w ogóle go nie miała. "Bad Blood" zaliczam do tych pierwszych grup. Dużo Batmana, powazniejsza tematyka i bardzo mi się podobał. Może nie był idealny, może w pewnym momencie krew na ubraniu jednej postaci po prostu zniknęła, ale takie szczegóły się nie liczą. Nie było to prawdziwe arcydzieło pod względem historii, tak jak "Batman w cieniu Czerwonego Kaptura", ale zwrotów akcji było odpowiednio dużo, a ciosy padały w każdym kierunku. Może pod względem graficznym nie był tak dobry jak "Batman: Rycerz Gotham", ale DC Comics trzyma odpowiedni poziom pod tym względem już od kilku dobrych lat.
Na IMDb film ma ocenę 6,9/10, a na filmwebie 6,1/10, jednak ja bym się tym jeszcze nie sugerował, gdyż jest na to zdecydowanie zbyt wcześnie . Póki co, za mało osób obejrzało film, żeby ocena była odpowiednia. A nawet wtedy, nie radzę sugerować się takim wyznacznikiem. Przecież każdemu podoba się co innego, każdy ma inne gusta, a o gustach się przecież nie dyskutuje. Zalecam skonsultowanie się z ekspertem, bądź po prostu obejrzenie filmu i przekonanie się samemu. Ja sam świetnie się bawiłem podczas oglądania. Po pierwsze - był Batman, a Batman to Batman, nic więcej chyba nie trzeba dodawać w tym temacie. Był ten wkurzający gnojek zwany Robinem nr 4, był Nightwing, więc była równowaga pod tym względem. W tle kręciła się pewna ilość złoczyńców z "listy B", czyli nie Joker lub Ra's Al Ghul, a "Tusk". Nie, nie ten nasz...
Oprócz niego jeszcze "Firefly", którego powinniście znać z "Arkham Knighta" lub "Gotham", jakiś jeszcze jeden latający złoczyńca z nazwą łatwo uciekającą z pamięci (już pamiętam- strzeżcie się Zabójczej Ćmy!), Czarna Maska, Szalony Kapelusznik, Blockbuster, Electrocutioner, Heretyk, więc przynajmniej połowę z nich powinniście kojarzyć, dzięki grom z serii "Batman: Arkham". Takie postacie są po to, żeby biegały w tle, czasem wchodziły na pierwszy plan i obrywały od Mrocznego Rycerza albo innego członka nietoperzej rodzinki.
Była odpowiednia dawka humoru, nie aż tyle co w przeciętnej produkcji Disneya, ale był to bardzo dobry, inteligenty humor. Bo przecież nazwanie sióstr zakonnych (ang. Nuns), które biegają z katanami i posiadają umiejętności godne prawdziwego wojownika Ninja, Nunjami, to bardzo inteligenty humor.
"Batman: Bad Blood" to typowy film animowany o superbohaterach, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Z góry wiadomo, że będzie to dobra rozrywka, wiadomo, że będzie ciekawie, wiadomo, że akcja będzie obecna. Oceniając ten film w klasie animacji "rysunkowych", zasługuje na solidne 5/7 (albo jakieś 8/10, dla tych co nie są obeznani w "internetowym slangu"). Ocenianie tego filmu w klasie ogólnej, porównując do "Ojca Chrzestnego", "Dark Knighta" czy chociażby "Pulp Fiction" nie ma sensu. Albo mogę dać też 8/10, równocześnie "poniżając prawdziwe filmy", albo dać śmiesznie niskie 4/10, czym zniechęcę Was do obejrzenia go, a nie o to tutaj chodzi. Dlatego też "kategorię ogólną" pomijam i serdecznie zapraszam Was na seans.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz