czwartek, 21 lipca 2016

Relacja z DFów 2016

Dni Fantstyki 2016.

XII Edycja. Dla mnie bodajże piąta, albo szósta. Nie będę zdradzał jak blisko, ale mieszkam całkiem blisko Zameczku, więc od kiedy jestem w odpowiednim wieku, to zawsze zachaczałem od DFy. I po tylu razach, moja opinia się nie zmieniła.
Za każdym razem jest tak samo, ale inaczej. Wszystko wydaje się znajome, ale jednak pojawiają się nowe rzeczy. Dla mnie wszystko wydaje się takie oczywiste, więc średnio wiem co napisać. A jak nie wiesz co powiedzieć, to zagadaj o pogodzie, podstawowa zasada.
No to w tym roku pogoda w piątkowy wieczór nie dopisała, rozpadało się całkiem mocno, co rozwaliło plan występów na dworze. Ale we wnętrzu zamku dalej się działo. A w sobotę i niedzielę było już ładnie.
Jak co roku były planszówki, były konsole do grania, były prelekcje i konkursy i warsztaty, były wystawy. I tym razem mogliśmy obejrzeć bardzo ciekawe prace Jakuba Różalskiego „1920”. Czyli sielankowa, polska wieś połączona z preindustrialnymi mechami (jak się nie znam na tym, to mnie poprawcie). Odwiedziłem kilka ciekawych prelekcji, kilka więcej konkusrów, disneyowych, batmanowych, a nawet serialowych. I nawet udało mi się wygrać małe co nieco, ale jednak więcej to zaliczyłem porażek. Co jeszcze robiłem?
Można by już rzec, że tradycyjnie - siadłem w parku z pizzą i oglądałem rozgrywki juggera. Zwiedziłem strefę wystawców. Pomarzyłem ile to bym rzeczy sobie kupił, gdybym był bogaty. Podziwiałem cosplayerów przechadzających się po parku leśnickim. Krótko mówiąc – świetnie się bawiłem. Żeby zapełnić miejsce, to dopiszę trochę przymiotników. Dni Fantastyki były fantastyczne, przewidywalnie nieprzewidywalne, ciekawe, interesujące, wciągające, geekowo przytłaczające, zaskakujące i porywające. A nawet niesamowite i atrakcyjnie zapraszające.
Najważniejszy punkt programu – konkurs cosplay i gala Dni Fantastyki. Nie mówię, że sam konkurs i prowadzący buli mniej ciekawi niż w zeszłym roku, jednak wydaje mi się, że stroje i prezentacje były. A gala mnie niestety ominęła, bo jakimś trafem wylądowałem na ognisku u Pszemka. I jeśli was to interesuje, tam też było fajnie.
Muszę dodać tylko, że moim skromnym zdaniem było za mało Gwiezdnych Wojen.

Kończąc - jak co roku podsumowuję, że warto było przyjść. Jak co roku, zaczynam odliczanie do kolejnej edycji. Nie dlatego, że taka jest powinność, tylko dlatego, że chcę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz