Dni Fantstyki 2016.
XII Edycja. Dla mnie
bodajże piąta, albo szósta. Nie będę zdradzał jak blisko, ale
mieszkam całkiem blisko Zameczku, więc od kiedy jestem w
odpowiednim wieku, to zawsze zachaczałem od DFy. I po tylu razach,
moja opinia się nie zmieniła.
Za każdym razem
jest tak samo, ale inaczej. Wszystko wydaje się znajome, ale jednak
pojawiają się nowe rzeczy. Dla mnie wszystko wydaje się takie
oczywiste, więc średnio wiem co napisać. A jak nie wiesz co
powiedzieć, to zagadaj o pogodzie, podstawowa zasada.
No to w tym roku
pogoda w piątkowy wieczór nie dopisała, rozpadało się całkiem
mocno, co rozwaliło plan występów na dworze. Ale we wnętrzu zamku
dalej się działo. A w sobotę i niedzielę było już ładnie.
Jak co roku były
planszówki, były konsole do grania, były prelekcje i konkursy i
warsztaty, były wystawy. I tym razem mogliśmy obejrzeć bardzo
ciekawe prace Jakuba Różalskiego „1920”. Czyli sielankowa,
polska wieś połączona z preindustrialnymi mechami (jak się nie
znam na tym, to mnie poprawcie). Odwiedziłem kilka ciekawych
prelekcji, kilka więcej konkusrów, disneyowych, batmanowych, a
nawet serialowych. I nawet udało mi się wygrać małe co nieco, ale
jednak więcej to zaliczyłem porażek. Co jeszcze robiłem?
Można by już rzec,
że tradycyjnie - siadłem w parku z pizzą i oglądałem rozgrywki
juggera. Zwiedziłem strefę wystawców. Pomarzyłem ile to bym
rzeczy sobie kupił, gdybym był bogaty. Podziwiałem cosplayerów
przechadzających się po parku leśnickim. Krótko mówiąc –
świetnie się bawiłem. Żeby zapełnić miejsce, to dopiszę trochę
przymiotników. Dni Fantastyki były fantastyczne, przewidywalnie
nieprzewidywalne, ciekawe, interesujące, wciągające, geekowo
przytłaczające, zaskakujące i porywające. A nawet niesamowite i
atrakcyjnie zapraszające.
Najważniejszy punkt
programu – konkurs cosplay i gala Dni Fantastyki. Nie mówię, że
sam konkurs i prowadzący buli mniej ciekawi niż w zeszłym roku,
jednak wydaje mi się, że stroje i prezentacje były. A gala mnie
niestety ominęła, bo jakimś trafem wylądowałem na ognisku u
Pszemka. I jeśli was to interesuje, tam też było fajnie.
Muszę dodać tylko,
że moim skromnym zdaniem było za mało Gwiezdnych Wojen.
Kończąc - jak co
roku podsumowuję, że warto było przyjść. Jak co roku, zaczynam
odliczanie do kolejnej edycji. Nie dlatego, że taka jest powinność,
tylko dlatego, że chcę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz