Czwarty odcinek już nie sprawia odczucia "finału sezonu", ale to nie znaczy, że nic się nie dzieje. Bo dzieje się całkiem dużo.
Po pozbyciu się dwóch głównych rodzin mafii w Gotham oraz Fish Mooney, teraz to Pingwin jest królem podziemia. Rządzi wszystkimi gangami, w tym jednym, którego członkinie przypominają jedną z replikantek z filmu Łowca Androidów. Jednak tej pozycji na szczycie długo nie utrzymał, gdy Theo Galavan postanowił wykorzystać go do swoich niecnych planów. Zrobił to porywając jego matkę i zmuszając do zabicia dwóch kandydatów na burmistrza Gotham. Jednego Pingwin zamordował osobiście, a do drugiego wysłał Zsasza. Temu jednak się nie udało, ponieważ na pomoc przybyła nowa jednostka GCPD, składająca się z młodych policjantów wybranych osobiście przez Gordona i jego nowego kapitana. Kapitana Nathaniela Barnesa. Który w pierwszym dniu pracy wylał z pracy kilku policjantów i znalazł sobie nowego sojusznika - właśnie Jamesa Gordona.
A co słychać u Bruce'a Wayne'a? Spotkał się z Theo Galavanem, który odcinek wcześniej uratował mu życie, ponieważ chciał mu podziękować. I dzięki temu poznał Silver St Cloud, nową koleżankę ze szkoły. A po szkole oficjalnie rozpoczął swój trening, by w przyszłości stać się obrońcą Gotham. Pierwszym jego zadaniem było pobiec do domu, zamiast jechać samochodem. A w między czasie Alfred dał znać Selinie, że wie, że to ona zabiła jego przyjaciela. I kazał jej trzymać się z daleka od Bruce'a.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz