Trzeci odcinek Supergirl rozpoczął się od wywiadu. Wywiadu, w którym przez przypadek Supergirl wygadała się, że Superman to jej kuzyn. I przez to wszyscy zaczęli myśleć, że jest słaba i będzie dzwonić po kuzyna gdy pojawi się jakiś problem. No i przyszło jej się zmierzyć z Reactronem, który tak przy okazji, wygląda bardzo dobrze jak na serialowego złoczyńce. Zwykle jest tak, że seriale mają problem ze zrobieniem dobrze wyglądającej zbroi, ale tutaj jednak im się to udało. Gdy podczas drugiego starcia, Reactron prawie pokonał Supergirl, pojawił się nie kto inny, jak sam Superman. Niestety nie jako nowa postać w serialu, ale jako plecy nieznanego aktora przez kilka sekund. Nie wiadomo czy w serialu w ogóle kiedykolwiek jakikolwiek aktor wcieli się w Supermana i stanie twarzą do kamery. Ale jest to zrozumiane, autorzy nie chcą wykorzystywać jego popularności i stworzyć samodzielnie działający serial o Supergirl. Ale wracając do fabuły, Superman uratował Supergirl, tej jednak to się nie spodobało i zdenerwowała się na Jamesa Olsena. Jednak do końca odcinka zdążyli się pogodzić.
A wcześniej, Winn zdołał (sam nie wiem za jakie pieniądze, skąd, itd...) zbudować dla Team Arrow Supergirl tajną bazę, w której będą mogli na spokojnie rozmawiać. W odcinku pojawił się jeszcze Maxwell Lord, geniusz, zapewne miliarder, playboy i filantrop, który musiał naprawić zbroję. Brzmi znajomo? Nic nie próbuję insynuować, tylko takie spostrzeżenie.
W tym odcinku było też kilka momentów, w których można było się pośmiać, po pierwsze, jak po raz drugi w serialu pojawił się pewien dziennikarz, znany fanom Parks and Rec jako Perd Hapley. Drugi raz, jak na sam koniec odcinku Clark napisał do Kary i użył ":-)". Przecież nikt tak nie pisze! Jak Clark Kent ma się wtapiać w tłum, jak w komunikatorach używa tak bardzo przestarzałych emotek?
Efekty specjalne cały czas utrzymują się na świetnym poziomie, tak świetnym, że chyba najświetniejszym wśród seriali.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz