Pierwszy odcinek był już w internecie od dawien dawna, więc nie ma co o nim pisać, bo jest już pełno recenzji i opinii. Ale drugi odcinek dopiero co zadebiutował, więc można coś napisać.
A więc - od razu widać, że mają więcej kasy niż Arrow i Flash. Efekty wyglądają trochę lepiej (nie mówię, że te we Flashu wyglądają źle). Serial sprawia też wrażenie bliższego komiksowemu materiałowi źródłowemu. Mniej zabiegów mających na celu urealnienie i unormalnienie postaci i historii.
Ogólnie, ciekawie się ogląda jak początkująca superbohaterka próbuję zrobić coś dobrego, ale jej to nie wychodzi. Ciekawie się ogląda typowe dla tego typu seriali "niespodziewane" pojawienia się członków rodziny. Ciekawie się ogląda typowe "cliffhanger" na końcu odcinku. No właśnie? O co chodzi z czerwonymi oczami Dyrektora Coulsona Henshawa? W komiksach postać ta staje się "Supermanem-Cyborgiem". A kim stanie się w serialu? Albo kim już jest w serialu? Pozostają tylko spekulacje. Może sam jest obcym. Może, żeby "poznać wroga, musiał stać się wrogiem". Poczekamy, zobaczymy. Ale póki co wydaje się pomagać Supergirl. Chociażby poprzez danie jej możliwości porozmawiania z matką, albo poprzez stworzenie nowej broni - noża z kryptonitu. Kryptonożem chyba tego nie można nazwać, bo będzie się źle kojarzyć... Oby tylko nie okazał się być jej wrogiem, tak samo jak Harrison Wells.
W tym odcinku udało im się pokonać małego złego - insekta pochodzącego z rasy Hellgramite i wygrali też pierwszą walkę z dużym złym - Ciocią Astrą, która mimo wszystko, twierdzi, że chce ocalić ziemię. Ale co jej grozi? Na pewno dowiemy się wkrótce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz